Ja NIE MOGĘ siedzieć w domu T__T To mnie wprowadza w doła. Dodatkowo jeszcze ten cholerny otumaniający syrop, który MUSZĘ brać =="
ehh...a już było dobrze.
A co z rysowaniem? dupa. gówno. Jakoś mi nie idzie, proporcji bardziej zwalać już chyba nie potrafię...
Dopiero teraz zauważyłam, jak beznadziejne życie miałam dotychczas, jak cały czas byłam w cieniu pewnej osoby, jaką sierotą byłam. Od Września się to zmieniło...A teraz, gdy mam szansę sama zostać zauważona, to nie potrafię. Nie umiem zrobić kroku w przód.
I znów stoję w miejscu, czasami robię minimalne kroczki, ale to w sumie nie moja zasługa, tylko czyjaś. Jestem na siebie zła i jednocześnie załamana.
Nie umiem poprawnie odbierać żartów, zaczepek etc...czemu? pytam się. CZEMU? Czemu zachowuję się, żyję jak jakiś odludek, jak ktoś, kto nic nie rozumie? Chciałabym nabrać w końcu pewności siebie, otworzyć się na ludzi, ale to jest trudne...aż za. Od Września kilka spraw się polepszyło, ale większość praktycznie spadła na dno.
jak całe moje życie - od zawsze było jednym, wielkim dnem.
Chyba naprawdę niepowinnam zostawać tak długo w domu, sama...
KURWA! Czuję się tak samotna, jak dawno nie było...czuję się opuszczona, zapomniana...jak stara lalka pozostawiona gdzieś na strychu...
Ale dziś zrozumiałam (w dość bolesny sposób) że byłam czyjąś zabawką, zobaczyłam, jak mną pomiatano, jaką opinię sobie wyrobiłam poprzez takie zachowanie...teraz wiem, że ta marionetka, którą byłam w końcu może się oderwać od tych sznurków lecz...nie mam już siły. Straciłam ją...mam w sumie 2 osoby, które mnie znają na wylot i są blisko, lecz nie mają czasu się spotkać...no i jedno stworzenie, które mimo iż nie mówi w moim języku i czasami nie wiem, co czuje, co o mnie myśli, to od niedawna daje mi znać, że jednak dla niego jestem KIMŚ, że COŚ DLA NIEGO ZNACZĘ...i chyba tylko jego mam...Choć rzadko się widujemy, to nawet te 10 czy 15 minut daje więcej, niż te lata spędzone w cieniu.
I niech wie, że nawet gdy odejdzie, zawsze będę czuła jego obecność przy mnie...
Misiu...
mój..
jedyny...
Ci co mnie w realu znają wiedzą o kogo chodzi...
Chciałabym odejść z tego przeklętego miejsca, zapomnieć o nim...
Ale nie mogę, nie mogę go zostawić, gdy w końcu wrócił do siebie po stracie tamtej osoby...
która tak nagle odeszła...i od dawna jej tam nie było...
W końcu on zrozumiał, że to już koniec tamtej przyjaźni, że już ta osoba do niego nie będzie przychodzić...
i (chyba) zauważył, że w pobliżu jest ktoś, kto go kocha...
Ehh...Czuję się naprawdę fatalnie...i tęsknię...tęsknię za przeszłością, za tymi dobrymi chwilami, które już nigdy się nie powtórzą.
Będę zaskoczona, jeśli ktokolwiek to przeczyta.









--
are you a mermaid like me?
--
It doesn't matter, what you will say. Poet always will find way to say it differently.
--
It doesn't matter, what you will say. Poet always will find way to say it differently.
Previous Page1234Next Page